DS Jowita, akademik Akumulatory, perełka modernizmu, nasz dom. Tak określany był budynek przy Zwierzynieckiej podczas dzisiejszego protestu i spotkania z rektorką UAM. Studenci nie zgadzają się na sprzedaż Jowity i mówią o tym głośno.

Sprawa związana z wystawieniem kultowego akademika na sprzedaż nabrała rozgłosu pod koniec marca, jednak swoje początki miała już dużo wcześniej. Jak mówią mieszkańcy Jowity, pogłoski o planach sprzedaży co jakiś czas powracają już od 10 lat, ale nigdy żadna z nich nie doszła do skutku. Z tego też powodu, gdy w marcu 2023 znów pojawiły się takie plotki, nikomu nie chciało się wierzyć, ze tym razem to prawda. Gdy jednak postanowili zapytać o sprawę samorząd studencki, okazało się, że rzeczywiście Jowita ma zostać sprzedana. Mieszkańcy nie otrzymali żadnego oficjalnego komunikatu, nikt ich bezpośrednio nie powiadomił – ani władze uczelni, ani samorząd. Rzeczniczka UAM zapytana przez „Gazetę Wyborczą” o powód milczenia odpowiedziała, że informacja nie została upubliczniona, ponieważ nie dotyczy ona całej społeczności studentów.

Decyzja bardzo szybko spotkała się ze zdecydowanym sprzeciwem. Trzy mieszkanki Jowity, Paula, Zofia i Jagoda, przygotowały list otwarty do rektorki. Odpowiedź ukazała się na facebookowym profilu Bogumiły Kaniewskiej 2 kwietnia. Wśród argumentów wymieniane były niejasna sytuacja prawna działek, a także wysoki koszt remontu.

Studenci postanowili się nie poddawać. Kolejnym krokiem było przygotowanie uchwały, której autorzy domagali się między innymi ujawnienia ekspertyz budowlanych, numerów ksiąg wieczystych działek, a także spotkania z rektorką. Pod uchwałą podpisali się przedstawiciele Samorządu Studentów, Niezależnego Zrzeszenia Studentów, Studenckiej Inicjatywy Mieszkaniowej, mieszkańców DS Jowita oraz Poznańskiego Koła Młodych Inicjatywy Pracowniczej.

„Jowita dla studentów, nie deweloperów”

To oraz wiele innych podobnych haseł rozbrzmiewało pod Jowitą 13 kwietnia. Spotkanie z rektorką studenci postanowili poprzedzić protestem. Swoje zdanie miały okazję wyrazić nie tylko osoby uczące się na UAM, ale także pracownicy i sympatycy.

– Jesteśmy tutaj wszyscy i pokazujemy, że to jest nasz dom. To jest dom dla studentów. Nie własność uniwersytecka. Uniwersytet jest dla studentów. To jest nasz dom, mamy prawo o niego walczyć. Tak naprawdę nasze powszechne prawo do edukacji kończy się, gdy musimy zapłacić mnóstwo pieniędzy za wynajem od prywatnych właścicieli. Walczymy o prawo do edukacji – mówiła Paula Macioszek, mieszkanka Jowity i autorka petycji.

Na proteście pojawił się także przedstawiciel kolektywu Rozbrat, Łukasz Weber, wraz ze swoim psem, Leą. Lea także była wyposażona we własny transparent, którego hasło brzmiało: „Wynajmę budę studentom! 1500 zł od osoby.”. Ten ironiczny komentarz doskonale obrazował dramatyczną sytuację studentów na rynku nieruchomości.

– Ten protest nie jest tylko protestem studentek i studentów, ale powinien też zjednoczyć wszystkich tych, którzy niedługo będą podejmować pierwszą pracę, którzy są w młodym wieku, którzy nie mogą iść za tymi wspaniałymi radami „weź kredyt i załóż firmę”. Jowita jest atrakcyjną działką, która posłuży patodeweloperom, a wy macie chodzić do jakiejś beznadziejnej pracy za śmieszne pieniądze i owocowe czwartki – mówił Łukasz Weber.

Podczas protestu wypowiadał się również przedstawiciel pracowników UAM, Krystian Szadkowski. Mówił o tym, że pracownicy i studenci zbyt rzadko stają w jednym szeregu.

Jakie są argumenty władz UAM?

Większość argumentów pojawiających się podczas spotkania, nie wnosiło nic nowego w stosunku do tych, podanych już wcześniej w poście na Facebooku rektorki.

Głównym argumentem jest niejasna sytuacja prawna działek. Mimo że sama Jowita stoi na działkach będących własnością UAM, to te sąsiadujące z nią należą do… cypryjskich spółek. Fakt ten ma sprawiać, że remont nie jest możliwy, ponieważ ich właściciel nie zgadza się na współpracę.

Dodatkowo ekspertyzy, które jak się okazuje wykonywane są już od 2010 roku, miały wykazać, że remont Jowity to koszt minimum 80 milionów złotych (na spotkaniu padały również sumy 100 milionów złotych). Studenci poprosili o udostępnienie wspomnianych ekspertyz, jednak odmówiono im. Władze UAM początkowo zasłoniły się argumentem, że jest to kilkaset stron. Podczas spotkania jednak okazało się, że aby otrzymać dostęp do dokumentów należy złożyć specjalny wniosek, pod którym podpisze się konkretna osoba. Wtedy UAM z pewnością udostępni ekspertyzy. Podczas spotkania zostały one przedstawione bardzo skrótowo. Wśród wymagań znalazły się między innymi: poszerzenie klatek schodowych, dodanie dźwigu dla potrzeb służb ratowniczych, dodanie drogi ewakuacyjnej, która nie będzie prowadzić przez hol, dodanie obustronnych poręczy na klatkach schodowych.

Ponad 300 miejsc w Jowicie ma zastąpić nowy akademik budowany na Morasku. Kanclerz UAM, Marcin Wysocki, zapowiadał również budowę kolejnego domu studenckiego (również na Morasku), który jednak nie powstanie bez pieniędzy ze sprzedaży Jowity.

Co na to studenci?

Wszystko ostatecznie sprowadza się do tego, że UAM jest zbyt biedny, by zrobić z Jowitą cokolwiek innego niż ją sprzedać. To jednak nie trafia do studentów, którzy wielokrotnie podczas spotkania zwracali uwagę na to, że gdyby zacząć prace remontowe wcześniej, gdy powstawały pierwsze ekspertyzy, i wykonywać je stopniowo, Jowita nie byłaby dziś w tak złym stanie.

Studenci obawiają się również, że po zamknięciu Jowity nie będzie ich stać na miejsce w innym akademiku. Pokój jednoosobowy w domu studenckim przy Zwierzynieckiej kosztuje 660 , natomiast taki sam pokój w drugim akademiku w centrum miasta, w DS Hanka, to już koszt 880 zł. Według władz uczelni rozwiązaniem mogą być Jagienka, Zbyszko oraz Babilon, jednak, jak przyznała rektorka, ostatni z nich także jest w opłakanym stanie i woła o remont.

Przede wszystkim jednak przerażające jest to, że zamknięcie Jowity dla wielu studentów może oznaczać konieczność rezygnacji z dalszej nauki. Inną możliwością jest konieczność podjęcia pracy na etacie i wynajęcie pokoju w prywatnym akademiku lub mieszkaniu. Są to jednak aktualnie koszty minimum 1000 zł. Łączenie studiów z pracą sprawi, że osoby uczące się nie będą w stanie zaangażować się w pełni w naukę, życie uczelni, działalność kół czy dodatkowe projekty. Zwracał na to uwagę pracownik UAM, Krystian Szadkowski, który mówił, że bez studentów, którzy mogą poświęcić czas na działalność naukową, ambicje uniwersytetu, by stać się Harvardem Wschodu, są niemożliwe do spełnienia.

Przebieg trwającego ponad 2 godziny spotkania był bardzo burzliwy. Studenci byli pełni trudnych do pohamowania emocji. Sprawiło to, że niejednokrotnie przedstawiciele władz uniwersytetu odchodzili od meritum sprawy na rzecz upominania uczestników spotkania. Zwracano uwagę na konieczność podnoszenia rąk czy właściwego formułowania pytań. Studenci natomiast czuli się urażeni tym, jak rektorka rozpoczęła spotkanie: Najpierw ja będę mówić, a potem Państwo będą zadawać pytania.

Nie odpuścimy tej walki

– Uważam, że spotkanie było mało konkluzywne w sensie takiego zrozumienia obu stron. Było trudne. Przykro mi, że studenci odbierają nasza politykę, jako taką w której nie wspieramy studentów, bo nasze założenia są zupełnie inne – skomentowała rektorka, Bogumiła Kaniewska.

Tak natomiast spotkanie oceniają Magdalena Kalbarczyk i Aniela Barczak ze Studenckiej Inicjatywy Mieszkaniowej:

– Myślę, że nic nas nie zaskoczyło. Przygotowując się do tego spotkania spodziewaliśmy się oporu władz uczelni, żeby udzielić jasnych odpowiedzi na nasze pytania. Żaden argument nas nie zaskoczył. Zaskoczyła nas tylko cypryjska spółka.

Studentki zapowiadają, że jeszcze dziś wystąpią o udostępnienie dokumentacji i dalej będą „drążyć temat”. Zachęcają także do zgłaszania się do Studenckiej Inicjatywy Mieszkaniowej w przypadku wszelkich problemów prawnych z prywatnymi wynajmującymi.

–Wierzymy, że to dzisiejsze spotkanie nie było tak zupełnie bezproduktywne, że będzie początkiem szerszej koalicji. Będziemy wywierać nacisk na władze uniwersyteckie, żeby w końcu zacząć o tym mówić. Nie odpuścimy tej walki – deklaruje Aniela Barczak.

Karolina Szmygin

fotorelacja: Dominika Kołodziejczak