14 czerwca rozpoczną się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej. Święto europejskiego futbolu zapowiada się znakomicie. Tuż przed meczem otwarcia warto przedstawić najbardziej liczące się w turnieju zespoły oraz naszą reprezentację.

Już niedługo, jeszcze chwila, ostatnia prosta i rozpocznie się Euro 2024. W tym roku jego stolicą są Niemcy. Znów będziemy zachwycać się gwiazdami z naszego kontynentu, emocjonować się grą potencjalnych czarnych koni turnieju. Pewnie znów odkryjemy nowe piłkarskie talenty, po które zgłoszą się później topowe kluby. Rozgrywki reprezentacyjne mają w sobie swoistą magię. Widzimy zdjęcia i filmiki rozradowanych fanów na ulicach miast goszczących u siebie Euro. Transmisje meczowe co rusz pokazują barwne trybuny pełne kibiców. Cała ta otoczka skutkuje nowymi doznaniami smakowymi w trakcie oglądania kolejnych rywalizacji. Nie możemy się doczekać świeżych historii pokroju Edera, znanego głównie z bramki dającej mistrzostwo Portugalii w 2016 roku, czy Grecji, która niespodziewanie zdobyła puchar w 2004 roku.

Dla Niemiec to ważny turniej. Nie chodzi tu tylko o bycie gospodarzem. Ich kadra w ostatnich latach osiągała słabe wyniki. Na mundialach w Rosji i w Katarze nie wychodzili z grupy. Na poprzednim Euro wyszli, ale ledwo – awans uratowali w końcówce meczu z Węgrami, jednocześnie ich eliminując. Euro, w tym roku u siebie, ma nareszcie zadowolić wiernych kibiców.

Perspektywy na to są dobre. Człowiekiem, któremu powierzono sprowadzenie kadry na dobre tory, jest Julian Nagelsmann. Choć w poprzednim roku bilans meczów od objęcia przez niego posady nie wyglądał najlepiej, to teraz w meczach towarzyskich jego drużyna pokonała w niezłym stylu Francję i Holandię. Kluczowymi postaciami reprezentacji są Florian Wirtz, Antonio Rudiger, Ilkay Gundogan, ale najwięcej mówi się o Tonim Kroosie – dla gwiazdy to ostatni turniej w całej karierze. Na pewno chce skończyć ją z jeszcze jednym, ostatnim tytułem.

Murowani faworyci

Francja

Kto w tym roku będzie liczyć się jeszcze w walce o tytuł najlepszej drużyny w Europie? Od razu trzeba wymienić Francję. Les Bleus są głodni sukcesów, szczególnie po przegranym finale mundialu w Katarze. W drużynie selekcjonera Didiera Deschampsa znajdziemy wielu znakomitych piłkarzy. Równie dobrze mogłaby ona wystawić dwie równorzędne jedenastki.

Wiodącą postacią jest oczywiście Kylian Mbappe. Nowa gwiazda Realu Madryt będzie chciała odbić sobie niepowodzenie w Lidze Mistrzów. Bo indywidualnie znowu wykręcił kapitalne liczby, a we Francji mógł dopisać do swojego dorobku kolejny tytuł mistrza Ligue 1. Nie zapomnijmy o pracowitym nie tylko w ataku napastniku Atletico, Antoine’ie Griezmannie, kluczowym dla funkcjonowania zespołu. Poza tym w składzie zauważymy jeszcze dwóch triumfatorów tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, Eduardo Camavingę i Aureliena Tchouameniego.

Anglia

Jest w podobnej sytuacji kadrowej, co Francja. Poza tym mają chęć na zdobycie jakiegoś trofeum, bo to pokolenie ma wszystko, by tego dokonać. Będzie ich nieść motywacja związana ze sportową złością w wyniku porażki w finale Euro w 2021 roku oraz niedosyt po poprzednim mundialu. To wszystko działa na korzyść wyspiarzy. Lwy Albionu dysponują takimi piłkarzami, jak Jude Bellingham, Bukayo Saka lub Phil Foden.

Prowadzić ich będzie Harry Kane. Za nim kolejny świetny sezon, w którym był blisko pobicia rekordu 41 bramek Lewandowskiego w jednym sezonie Bundesligi. Tylko jakiegoś wygranego pucharu brak. Bayern miał mu to umożliwić, tymczasem na własnym podwórku hegemonię monachijczyków przerwał Bayer Leverkusen. Zaczyna się powoli mówić o klątwie, którą na swoje kluby sprowadza Anglik. W Tottenhamie, pomimo kilku okazji, też nic nie zdobył. Czy przełoży się to na najbliższy turniej? Dla trenera Southgate’a lepiej, żeby nie. To jego ostatnia szansa na zwycięstwo, o czym mówił w wywiadzie dla niemieckiego Bilda.

Portugalia

Interesująco zapowiada się ich projekt. Pod okiem trenera Roberto Martineza zespół zmienił styl gry na bardziej ofensywny. Wcześniej potencjał drużyny był duszony przez preferującego defensywne i bezpieczne granie Fernando Santosa. A skład mają mocny: Bernardo Silva, Bruno Fernandes, Joao Cancelo to tylko niektóre nazwiska.

Zespół to mieszanka, oby wybuchowa, doświadczenia i młodzieńczej energii. Z jednej strony weterani na czele z Cristiano Ronaldo, czy Pepe, którzy będą chcieli osłodzić sobie ostatni akord w ich karierze reprezentacyjnej. Z drugiej Rafael Leao lub Vitinha, ich następcy. Ponadto są w wysokiej formie, wygrali większość meczów. Przegrali tylko sparingi ze Słowenią i Chorwacją, a jak wiadomo, sparingi rządzą się swoimi prawami. Czy powtórzą sukces z 2016 roku?

Trzeba mieć na nich oko

Hiszpania

Wyglądają na silnych. Poprzednie Euro mieli ogólnie udane. Otarli się o finał, przegrali w półfinale z rozpędzonymi Włochami dopiero po karnych. Co prawda mundial był gorszy w ich wykonaniu. Po znakomitym starcie z Kostaryką musieli drżeć o awans aż do końca trzeciego meczu grupowego. Odpadli sensacyjnie w 1/8 finału z Marokiem, również po rzutach karnych.

Po mistrzostwach zatrudniono Luisa de la Fuente. Był to zaskakujący ruch, gdyż przez 10 lat trenował kadry młodzieżowe. Za zaletę można uznać znajomość piłkarzy, z którymi pracował w młodzieżówkach. Początek miał niepewny, lecz szybko rozwiał wszelkie wątpliwości triumfem w Lidze Narodów. Jednak czy Rodri, Carvajal albo Yamal będą w stanie pociągnąć swoją drużynę do końcowych faz Euro? To lekka zagadka. A Konkurencja jest duża.

Belgia

Na tym turnieju warto bacznie obserwować Czerwone Diabły. Mundial w 2022 roku wskazywał na to, że ich złote pokolenie już przeminęło. Po blamażu w Katarze reprezentacja była wielką niewiadomą. Kadrę odświeżył Domenico Tedesco. Do tej pory jego podopieczni nie przegrali jeszcze żadnego meczu. I właściwie szkielet reprezentacji się nie zmienił. O sile zespołu wciąż stanowią Kevin de Bruyne, Romelu Lukaku i Jan Vertonghen.

Najwyraźniej wystarczyło dobrać do nich parę nowych nazwisk, zastosować inne podejście, bo wyniki mówią same za siebie. Żadnej porażki od czasu objęcia posady przez Tedesco. Przy tym miła dla oka gra. Jedyna rzecz, do której można się przyczepić to mała liczba poważnych sprawdzianów z lepszymi rywalami. Z Niemcami wygrywali wtedy, kiedy naszych wschodnich sąsiadów trenował Hansi Flick. Z Anglią zremisowali. I to tyle. Z grupy raczej wyjdą, gdyż nie będą grać z mocniejszymi rywalami. A jak wszystko potoczy się dalej, to już pokaże drabinka turniejowa.

Włochy

Nie zapomnijmy o obrońcach tytułu mistrza Europy. Sytuacja zaczyna powoli wyglądać tak, że Włosi lepiej prezentują się w Europie niż na świecie. Do tej pory opuścili dwa mundiale. Ten z 2018 roku udało się zrekompensować fanom. Teraz również wypadałoby dać trochę powodów do radości kibicom, skoro muszą na nie czekać trzy lata. Będzie to trudne. Do poprzedniego Euro reprezentacja prowadzona przez Roberto Manciniego startowała z serią dwudziestu jeden meczów bez porażki. Obecna gra Włochów nie wygląda źle, ale czegoś im brakuje. To coś może być rozstrzygające na tym poziomie.

W porównaniu do innych zespołów, ich kadra nie prezentuje się ekskluzywnie. Najważniejsze postacie to Nicolo Barella, Gianluigi Donnarumma, Federico Dimarco. Główną bronią powinny być raczej ciekawe rozwiązania taktyczne Luciano Spallettiego, trenera Włochów od 2023 roku. Niepodważalnie posiada odpowiedni warsztat trenerski, udowodnił to mistrzostwem Włoch z Napoli.

Chorwacja

Chorwacja od 2018 roku zachwyca obserwatorów piłki międzynarodowej. Pod okiem Zlatko Dalicia Chorwaci urośli, czego dowodem są medale zdobyte na mundialach – srebrny w Rosji, brązowy w Katarze. Tak, jak w wypadku Belgii, trzon drużyny z Bałkan opiera się na doświadczonych zawodnikach na czele z Luką Modriciem, Marcelo Brozoviciem, Andrejem Kramariciem. Zastanawiać może to, czy Dalić będzie w stanie wykrzesać z nich tyle energii.

Holandia

Naszych grupowych rywali prowadzi Ronald Koeman. To jego ponowne podejście, wcześniej był selekcjonerem w latach 2018-2020. Wtedy pod jego wodzą Holendrzy przełamali się i wrócili na duży turniej po braku kwalifikacji w 2016 i 2018 roku. Zrezygnował, gdy na stole pojawiła się oferta z Barcelony, nie poprowadził Oranje trzy lata temu. Powrócił w nie najgorszy sposób. Holendrzy zapewne zdołają wyjść z grupy, pomimo urazów Frenkiego de Jonga i Teuna Koopmeinersa. Trener wciąż ma do dyspozycji świetnych zawodników: Memphisa Depaya, Denzela Dumfriesa, czy też Virgila van Dijka. Kłopoty sprawiają im mecze z mocniejszymi rywalami, za drugiej kadencji Koemana jeszcze takiego meczu nie wygrali.

A co z nami?

Gdy zakwalifikowaliśmy się do Euro z baraży, w narodzie panowały sceptyczne opinie: „Po co jechać z taką grą?”, „Tylko się skompromitujemy!”. Były one uzasadnione po rozczarowujących kilkunastu miesiącach. Losowanie grup te obawy wzmocniło. Francja i Holandia to rywale światowej klasy, z którymi w ostatnich latach mieliśmy okazję się mierzyć. Nie wychodziliśmy z tej rywalizacji najlepiej. Austria jest obecnie w formie, podopieczni Ralfa Rangnicka mają szansę na bycie czarnym koniem turnieju. My z kolei wyglądaliśmy na drużynę pogrążoną w chaosie. Aż do zgrupowania przed Euro. Mecze towarzyskie z Ukrainą i Turcją dały promyk nadziei, że nie będzie tak źle. Oczywiście wciąż mamy wiele do poprawy, przede wszystkim grę w obronie – Szczęsny może nie dać rady ciągle ratować wyniku. Nieciekawie wygląda sytuacja z kontuzjami, straciliśmy Arkadiusza Milika, pierwszy mecz opuści Robert Lewandowski, świeżo po urazie będzie Karol Świderski.

Dyspozycja Biało-Czerwonych w ostatnich dniach pozwoliła na wdmuchanie odrobiny powietrza do balonika. Ale porządne pompowanie pozostawmy na fazę grupową. Na Euro wszystko jest możliwe, jednak nie można popadać w hurraoptymizm. Pierwszy mecz naszej kadry już 16 czerwca z Holandią w Hamburgu.

Mikołaj Dilc