W tym sparingu chodziło nie tylko o przetestowanie różnych rozwiązań taktycznych, ale przede wszystkim o nieośmieszenie się. O podbudowanie nastrojów, które wokół kadry są najbardziej spokojne od lat. Spokój wynika z obojętności, która wystąpiła naturalnie po kilku latach rozczarowań. Zwycięstwo 3-1 w niezłym stylu, jak na mecz sparingowy, podnosi morale i jest dobrym punktem wyjścia na nadchodzące Euro.

– Jak jest? Wszystko git – stwierdził Tymoteusz Puchacz, wahadłowy Kaiserslautern słynący z luźnego podejścia, gdy dotarł na zgrupowanie.

Faktycznie, chyba wszystko musi być git, skoro Biało-Czerwoni wypadli w pierwszym meczu towarzyskim na plus. Doniesienia o dobrej atmosferze wśród piłkarzy wcale nie są przesadzone. Nie widać większych zgrzytów, a obok treningów nasi reprezentanci znajdują czas na wesołą integrację za kierownicą i chyba nie wpływa to zbytnio na ich dyspozycję. Z wynikami w parze idzie humor, co pokazuje wymowna scena ze spotkania, kiedy kamera pokazała Szczęsnego i Lewandowskiego śmiejących się niedługo po bramce na 3-0.

Złe dobrego początki

Sparing rozpoczęliśmy pechowo. Już w drugiej minucie Arkadiusz Milik musiał zejść z murawy z pomocą lekarzy z powodu urazu po starciu z Rusłanem Malinowskim. W ciągu kolejnych minut nasi piłkarze głównie biegali za piłką. Nie było to jednak bezmyślne bieganie, a nieźle zakładany przez nich średni i wysoki pressing. Naciskani Ukraińcy grali zbyt wolno i chaotycznie. Rozkręcenie gry umożliwił nam rzut rożny w 11. minucie. Po dośrodkowaniu Sebastiana Szymańskiego zakotłowało się w polu karnym. Z zamieszania skorzystał Sebastian Walukiewicz i strzelił pierwszą bramkę.

Polacy zaczęli się rozkręcać. Wraz z czasem mogliśmy obserwować kolejne ciekawe kombinacje. Szczególnie dobrze wyglądały przerzuty Zielińskiego i Kiwiora na prawą stronę do Michała Skórasia. Imponujące wejście zaliczył Kacper Urbański, który zmienił Milika. Pomocnik Bolognii ciągle pokazywał się do gry, ambitnie walczył w środku pola. W 16. minucie mieliśmy już 2-0. Przypadkowego gola zdobył Zieliński po centrostrzale, czyli dośrodkowaniu, które skierowało się w światło bramki. 

Biało-Czerwoni na tym nie poprzestali. Trzecią bramkę strzelił główką Taras Romanczuk. Było to znowu po centrze z rzutu rożnego, tym razem w wykonaniu Skórasia. Były skrzydłowy Lecha, w piątek grający na wahadle, długo wchodził w mecz po nieudanych pojedynkach z Zubkowem. Ogólnie nie zaliczył powalającego występu, za to sporo pracował.

Sparingowe granie

W końcu do groźnych sytuacji doszli nasi wschodni sąsiedzi. Po długim podaniu Artem Dowbyk zmylił Kiwiora, a do daleko wysuniętej piłki dopadł w polu karnym Ołeksandr Tymczyk. Na wysokości zadania stanął Łukasz Skorupski. Z kolei w 41. minucie Malinowski, nomen omen, wpuścił w maliny spóźnionego Romanczuka (grającego ogólnie dobre spotkanie), a potem podał do Dowbyka. Napastnik Girony nie był szczególnie naciskany przez obrońców. Ułożył sobie piłkę na lewej nodze i mocnym strzałem po ziemi pokonał bramkarza.

Drugą połowę również zaczęliśmy nieźle, podchodząc wysoko i rozgrywając akcje. Problemem w całym meczu było kreowanie groźnych sytuacji podbramkowych. Pierwsze dwie bramki strzeliliśmy dosyć szczęśliwie. Więcej zagrożenia przynosiły stałe fragmenty gry. Zgodnie z zapowiedzią Szymańskiego zaobserwowaliśmy w tym aspekcie efekty treningów. Dwie bramki, sporo zagrożenia z naszej strony, dobra obrona przed rzutami rożnymi i wolnymi przeciwnika. Od zmian w 60. minucie, coraz bardziej oddawaliśmy pole przeciwnikom. Należy wspomnieć o poszkodowanym Romanczuku, który był drugim piłkarzem schodzącym z urazem.

Do topowego grania przyzwyczaja nas Nicola Zalewski. To znów był jego dzień. Odważny, wchodzący w pojedynki lub uczestniczący w małej grze, a przede wszystkim skuteczny. Niewątpliwie dał z siebie wszystko, bo tuż przed zejściem w 72. minucie zaczęły łapać go skurcze. Mniejsza liczba występów w Romie nie przeszkadza mu brylować na kadrze.

Do 80. minuty mecz toczył się raczej w środku boiska, w wolniejszym tempie. Po wejściu podstawowych zawodników Ukrainy nastąpiło ożywienie. Kłopoty sprawiały Polakom głównie podania za linię obrony. Tak jak w bezpośrednich pojedynkach nasi defensorzy sobie radzili, tak sporo chaosu wprowadzał przymus biegania za szybkimi graczami ofensywnymi. W ten właśnie sposób robiono zamieszanie pod bramką Skorupskiego. Swoje okazje mieli Sudakow czy Zinczenko, jednak do końca utrzymał się wynik 3-1.

Pierwsza próba udana, nastroje wśród kibiców podbudowane, materiał do analizy zebrany. Teraz czas na próbę generalną w poniedziałkowym spotkaniu z Turcją.

Mikołaj Dilc