Temat kibiców w piłce nożnej jest elektryzujący. Stanowią oni dużą grupę, która dodaje kolorytu miastu w dniu meczowym (i nie tylko) oraz ma dużą sprawczość w realizacji celów charytatywnych. Jednak poszczególni jej członkowie dbają o jak najgorszą opinię, a powszechność futbolu to broń obosieczna.

Gdy myślę o piłkarskiej wspólnocie, przed oczami mam pomeczowy spot wyświetlany na telebimach Enea Stadionu Lecha Poznań – wiele twarzy, starych lub młodych, kobiecych czy męskich, które łączą te same barwy. Środowisko jawi się jako jedna wielka rodzina. Potem przypominam sobie fragment skeczu kabaretu Neo-Nówka przedstawiający w krzywym zwierciadle zjazd gnieźnieński. Tłumaczenie zasad piłki nożnej podsumowuje stwierdzenie, że ,,generalnie chodzi o to, żeby się na trybunach ponapierdzielać”. Częste ładne obrazki zasłaniają nieco rzadsze, ale bardziej znaczące, czyny chuliganów, brutalnych i często bezmyślnych, którzy dostarczają paliwa do krytyki i ułatwiają dalsze stereotypizowanie wizerunku grup kibicowskich i samego kibica.

Za dnia pięknością…

W czym tkwi piękno kibicowania? Przede wszystkim łączy ono ludzi – różnych ludzi, pochodzących z odmiennych grup społecznych i klas. Razem emocjonują się oni grą ukochanej drużyny i jej sukcesami, razem cierpią, gdy ta drużyna przegrywa w rozgrywkach. W piłce nożnej jest to o tyle istotne, że baza kibicowska jest ogromna – futbol to obecnie najpopularniejszy sport na świecie. Istnieje pewne poczucie przywiązania, przynależności. Codziennie możemy trafić na osoby dyskutujące o najnowszych piłkarskich wydarzeniach, łatwo jest się do takich rozmów włączyć.

Piękne są także pewne wartości, które kojarzymy z kibicowaniem. Przede wszystkim miłość i przywiązanie do klubu, z którym kibice się utożsamiają. Niektórzy potrafią spędzić całe życie na wspieraniu tego jednego wyjątkowego zespołu, są z nim na dobre i na złe. Ta miłość staje się tradycją przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Starsi członkowie rodziny inspirują tych młodszych i stąd wynika ich związek z danym klubem. Przywiązanie zauważamy z kolei, kiedy ich drużyna znajduje się w czasie „nieurodzaju”. Właściwie bez wiernej bazy kibicowskiej nie byłoby dziś Widzewa Łódź. Z kolei Wisła Kraków nie wytrzymałaby tyle w Ekstraklasie, a Ruch Chorzów miałby do pokonania dłuższą i bardziej krętą drogę.

Nie pomijajmy zaangażowania fanów w akcje charytatywne. Istnieją zakładane przez nich stowarzyszenia zbierające środki dla hospicjów i osób potrzebujących. Sami kibice również dokładają cegiełkę do zbiórek. W Białymstoku widzowie oglądający spotkanie Jagielloni z Legią wrzucili na boisko ponad 100 tysięcy pluszowych misiów w ramach akcji ,,dorzuć misie” fundacji STS. Inicjatywa zawitała też na stadiony w Częstochowie i Lubinie.

…w nocy zaś szkaradą

Najwięcej problemów sprawiają ultrasi i pseudokibice, pierwsi to specjaliści od zorganizowanego dopingu, drudzy od burd i chaosu. Jedni potrafią z zaangażowaniem zdzierać gardło, kolejni zdzierają z zaangażowaniem koszulki z piłkarzy (marzec 2016 i sytuacja słabo grających zawodników Śląska Wrocław). Trzeba odróżnić grupy prezentujące swoje barwy od tych prezentujących swoją siłę na innych kibicach (maj 2023 i kibole Legii okładający pięściami podróżującego pociągiem kibica Polonii Warszawa). Pseudokibice szukają okazji do zwady, bójki i wywołania zamieszania, to o nich słyszymy najczęściej w mediach. Są głównymi aktorami takich dramatów, jak pod Radłowem (sierpień 2023), gdzie w trakcie towarzyskiego turnieju piłkarskiego doszło do potyczki między kibolami Zagłębia Sosnowiec i BKS-u Stali Bielsko-Biała a Wisły Kraków i Unii Tarnów. Bijatyka zakończyła się śmiercią jednego z nich.

Środowisko kibicowskie nie jest wolne od grup przestępczych. Całe zjawisko opisał Szymon Jadczak, dziennikarz śledczy i autor reportażu „Piłka nożna i gangsterzy” z 2018 roku. W wywiadzie z Joanną Wiśniowską dla Krytyki Politycznej tak mówił na ten temat:

– Najsilniejsze struktury kibolskie powstawały tam, gdzie mogły się hartować w boju, czyli w miastach, gdzie były co najmniej dwie mocne, konkurujące ze sobą drużyny.

Według reportera bardziej ambitnym pseudokibicom nie wystarczyło zrobienie bałaganu; chcieli zarobić. Wypowiedzi dziennikarza odnosiły się do Sharksów, kiboli Wisły Kraków. Prowadzili oni długoletnią działalność kryminalną opartą na handlu narkotykami. Nie jest to jednak jedyna taka banda. W Chorzowie podobnie działała Psycho Fans. Kolejne siatki funkcjonowały w Jastrzębiu-Zdroju, Zabrzu czy Poznaniu. Inne formy przestępczości to ściąganie haraczy i czarny rynek. Spotkać się można również z bardziej wyrafinowanymi formami przestępczości gospodarczej.

Kolejny z negatywnych aspektów istnienia dużych grup kibicowskich przejawia się w polityce. Ich przywiązanie jest wykorzystywane do zdobywania poparcia przez zajmowanie się sprawami ich ukochanego klubu. W ten sposób łatwo powiększać swój elektorat. Będący w fatalnym stanie finansowym Górnik Zabrze jest od lat sztucznie podtrzymywany przez miasto, bo jego kibice to istotna część wyborców. Podobnie wygląda przypadek Sandecji Nowy Sącz. Pudrowanie trupów i przepalanie pieniędzy zwyczajnie się kalkulują, jeśli można zdobyć tych parę punktów procentowych więcej. Wymowna jest obecność dyskusji na temat klubów w ostatnich wyborach samorządowych. W Poznaniu omawiano potencjalne rozwiązania problemu Warty z brakiem własnego stadionu. Z kolei we Wrocławiu przed II turą o planach na dalsze funkcjonowanie Śląska gorąco dyskutowali Izabela Bodnar i Jacek Sutryk.

Nie wszystko jest czarne albo białe

Oprawy, czyli kompozycja sektorówek, flag, transparentów i czasem kartonów – kwintesencja dnia meczowego. To, co tygryski na trybunach lubią najbardziej. Piękno samo w sobie. Dobrze przygotowywane oprawy mogą stać się wizytówką klubu i jego grupy kibicowskiej. A kiedy myślimy o dobrze przygotowywanych oprawach, mówimy: Legia Warszawa. Od razu wymienić trzeba tę z meczu z Astaną w 2017 roku, przedstawiającą podobiznę dziecka z lufą pistoletu przyłożoną do głowy przez postać w mundurze SS. Mocną, ale upamiętniającą Powstanie Warszawskie. Z drugiej strony mamy kwestię pirotechniki, która w nieodpowiednich rękach jest zwyczajnie niebezpiecznym narzędziem. Nie raz widzieliśmy race wrzucane na murawę przez wściekłych kibiców. Drobny problem to dym generowany przez race, z reguły powodujący wstrzymanie meczu na moment, co źle wpływa na tempo rozgrywki.

Kultura kibicowania jest pełna sprzeczności. Z jednej strony przypomina romantyczny związek dwojga ludzi. Gorący, namiętny, trwały. Kiedy wszystko działa, kibic przeżywa czarujące chwile, śpiewa i celebruje. Jednak gdy przychodzi kryzys, relacja staje się przytłaczająca, brutalna, toksyczna. Na widok słabo spisujących się zawodników, miłosne ćwierkanie przeistacza się w wulgarny wrzask, a taniec radości zostaje zastąpiony przez zwijanie się w alkoholowych konwulsjach. W skrajnych wypadkach kultura nie ma znaczenia. Wtedy do czynienia mamy z tymi, „co tacy dobrzy byli i na klatce dzień dobry mówili”, czyli z kibolami. Medialność akcji pseudokibiców sprawia, że łatwo oskarżać fanów o wszelkie negatywne wydarzenia. Większe portale rozpisywały się o sprawie pobicia Kewina Komara jako porachunku kiboli Wisły Kraków. Później okazało się, że sytuacja nie miała podłoża kibicowskiego. Życie kibica toczy się kołem Fortuny. Raz jest on podziwiany za tworzenie atmosfery, potem krytykowany za zachowania mniej licznych brutali i wandali.

Mikołaj Dilc