Uszy i oczy całego kontynentu skierowane na jedną scenę. Każdy występ na niej jest owocem pracy piosenkarzy, ale także krajowych delegacji, które, choć niewidoczne, towarzyszą im przez cały konkurs. Niewątpliwie wszystkimi w eurowizyjnym greenroomie targać będą wielkie emocje. W tym roku jednak zdaje się, że dla wielu ich przyczyną nie była troska o wynik, ale raczej wszystke kontrowersje, które otaczały tegoroczną edycję konkursu.

W przyciemnionej sali C2 Collegium Novum zebrało się kilkaset osób, które dotychczas bawiły się dosyć głośno, śpiewając i tańcząc do większości piosenek, a teraz, na czas odczytywania wyników, najpierw jurorów z każdego kraju, a następnie publiczności — całkowicie zamilkły. Ciszę w zasadzie przerywały tylko dwie rzeczy: buczenie za każdym razem, gdy jakieś punkty zostawały przyznawane reprezentantce Izraela oraz jeszcze głośniejsze, ogłuszające wręcz buczenie w momencie, gdy na ekranie pojawił się Martin Österdahl, producent wykonawczy Eurowizji, by przekazać punkty jurorów wykluczonej z konkursu dzień wcześniej Holandii. Douze points uzyskała Szwajcaria, której Nemo ostatecznie wygrało cały konkurs. Największe napięcie jednak towarzyszyło prezentacji wyników telewidzów.

I znów, wielka fala buczenia, gdy odczytane zostały punkty przyznane Eden Golan z Izraela i jej piosence „Hurricane” — a chwilę potem, przy odczytaniu punktów przyznanych przez telewidzów Ukrainie, największy aplauz wieczoru. W tym momencie dla wielu osób na sali to, kto miał ostatecznie wygrać tegoroczną Eurowizję stało się bez znaczenia. Ważne było to, kto jej nie wygrał.

Eurowizja szczyci się mianem konkursu „apolitycznego”. To miało być głównym powodem, by reprezentantka Izraela mogła wystąpić w tegorocznej edycji, jako że same apele o wykluczenie Izraela miały być, zdaniem organizatorów, motywowane politycznie. Choć taka bierna postawa zasługuje oczywiście na krytykę, to ma ona pewien sens. W końcu istnienie Eurowizji uzależnione jest od krajowych nadawców państw należących do EBU (Europejskiej Unii Nadawców), tak więc podjęcie decyzji, która nie miałaby ich jednoznacznego wsparcia, mogłaby narazić istnienie konkursu, szczególnie gdyby spowodowałoby to wycofanie się z niego jednego z państw tak zwanej Wielkiej Piątki, czyli po prostu pięciu krajów, które wkładają w organizację Eurowizji największe pieniądze. Wykluczenie Izraela z konkursu najprawdopodobniej spowodowałoby sprzeciw przynajmniej Niemiec, czyli największego płatnika, jak i wielu środowisk wspierających Izrael.

Można więc porównać sytuację do tej z Rosją w 2022 — choć i Rosja, i Izrael prowadzą ludobójczą wojnę na terenie najechanego państwa, to jedna z tych wojen została uznana i skrytykowana przez wszystkie państwa uczestniczące w Eurowizji. Jedynym krajem, który nie popierał decyzji o wykluczeniu Rosji z konkursu, była Białoruś, która również została wykluczona z tamtej edycji konkursu. Jeśli chodzi o tegoroczną sytuację, Eurowizja jest więźniem sytuacji i nastrojów politycznych w Europie, ale również swojego głównego sponsora, izraelskiej firmy Moroccanoil (która też została wybuczana przez osoby obecne na transmisji wielkiego finału przy Alei Niepodległości).

Należy sobie zadać pytanie — czemu Izraelowi tak bardzo zależy na uczestnictwie, a nawet na wygranej w konkursie? Czy nie byłoby lepiej uniknąć tych kontrowersji i protestów i się po prostu wycofać? Cóż, tu trzeba zastanowić się znowu nad rolą, jaką Eurowizja pełni.

Wszystko dla zwycięstwa

Eurowizja jest najważniejszym europejskim wydarzeniem kulturalnym i jej finał jest największym koncertem organizowanym co roku na świecie. Jest okazją do integracji społeczności europejskiej i płaszczyzną wymiany kulturowej. Wszystkie kraje w finale rywalizują na równych zasadach, godzą się na to, że inne kraje europejskie będą je oceniać, ale za to same zyskują prawo oceniania innych krajów uczestniczących w konkursie. Stawiają się na równi. Tak więc jest to też pewnego rodzaju kulturowe expo dla każdego uczestniczącego kraju.

Już samo uczestniczenie w Eurowizji jest przywilejem, bo można w ten sposób pokazać swoją wizytówkę dwustu milionom oglądającym na całym kontynencie. W tym sensie więc uczestnictwo w Eurowizji jest afirmacją europejskości Izraela. Jeśli jakiś kraj będzie mógł się pochwalić sukcesem na Eurowizji, to będzie mógł też powiedzieć, że jest pozytywnie odbierany przez obywateli uczestniczących w niej państw — tak jak wygrana Ukrainy w 2022 była symbolicznym wyrazem wsparcia dla niej ze strony obywateli Europy, tak dla władz izraelskich ich wygrana w tegorocznej Eurowizji miała być dowodem na to, że izraelska okupacja Palestyny ma poparcie Europejczyków.

To poparcie Izrael uzyskał, zdobywając ponad trzysta punktów od telewidzów, w tym dwunastki w zasadzie od całej Europy Zachodniej, jednak ostatecznie nieznacznie wyprzedziła go Chorwacja, która w punktacji końcowej zajęła drugie miejsce, najwyższe dla niej w historii jej występów na konkursie. Pytanie więc brzmi — czy cel Izraela został osiągnięty? Wydaje mi się, że nie, szczególnie uznając, że Izrael położył wszystko na jedną kartę, a i tak przegrał.

Gdy opadnie brokat i confetti…

Wydaje się, że Izrael mógł sobie na dobre spalić mosty na przyszłe edycje konkursu. Ryzykował za dużo — chciał wygrać za wszelką cenę — żeby mógł sobie pozwalać na takie zachowanie, jak to, które opisywały pozostałe delegacje obecne na konkursie. W niedzielę Luna przyznała, że choć sama nie była nękana przez członków izraelskiej delegacji, to wielokrotnie widziała i słyszała o tym, jak inni uczestnicy konkursu mierzyli się z agresywnym, chamskim a często po prostu nienawistnym zachowaniem ze strony izraelskiej delegacji. O swoich przeżyciach wielokrotnie mówiło Bambie Thug, które swój występ w tegorocznej Eurowizji podsumowało słowami „Fuck EBU”.

EBU jest w otwartym konflikcie z trzema nadawcami, czyli RTP (Portugalia) oraz wspomnianym AVROTROS (Holandia) czy RTE (Irlandia). Również hiszpański nadawca, RTVE, złożył skargę na to, jak hiszpańscy dziennikarze mieli być traktowani przez reprezentantów Izraela. Poza masowym bojkotem wydarzenia przez fanów jak i środowiska artystyczne, najpewniej również ci nadawcy by z niej zrezygnowali, gdyby wydarzenie wygrał i zorganizować miał w przyszłym roku Izrael.

Najgłośniejszym skandalem okazało się jednak wykluczenie z konkursu Joosta z Holandii. Również on był zaczepiany i atakowany przez izraelską delegację. Momentem kulminacyjnym była konferencja mająca miejsce zaraz po drugim półfinale, w której uczestniczyli wszyscy, którzy zakwalifikowali się do sobotniego finału. W pewnym momencie reprezentantce Izraela pytanie zadał polski dziennikarz, Szymon Stellmaszyk, które brzmiało: „Czy zastanawiałaś się nad tym, że twoja obecność tutaj stanowi ryzyko dla innych uczestników i publiki?”. Eden usłyszała, że nie musi odpowiadać na to pytanie, na co Joost od razu odpowiedział: „Czemu nie?”. Po tej sytuacji zmierzył się on z niemałym hejtem ze strony zwolenników izraelskiej piosenkarki w mediach społecznościowych.

Następnego dnia, zaraz przed swoją próbą generalną, został zawrócony ze sceny. Dowiedział się, że został zawieszony i że w wieczornym pokazie dla jury puszczone zostanie nagranie jego występu półfinałowego. Kolejnego dnia dowiedział się, że został z konkursu zdyskwalifikowany. Holenderski nadawca podkreśla swoje wsparcie dla Joosta. Z jego opisu sytuacji wynika, że Joost miał być nękany przez kobietę, która zaczepiała go, pytając o jego rodziców. Joost miał jej w pewnym momencie odpowiedzieć, że „jeśli jeszcze raz się do niego zbliży, to tego pożałuje”. Wielu fanów łączy ze sobą te dwa wydarzenia.

Zdaje się, że nadszedł moment na to, by, słowami Nemo, „Eurowizja się naprawiła”. Potrzebne będą gruntowne zmiany. Wydaje się, że konieczna będzie rezygnacja ze stanowiska Martina Österdahla — w tym momencie ocalenie przez niego twarzy zdaje się niemożliwe. Wymienić można także sytuacje takie jak zakazanie jednemu z fanów wniesienia na wydarzenie flag Unii Europejskiej (czym już zajmuje się Parlament Europejski) czy flagi dumy osób niebinarnych. Bez koniecznych zmian wznieci się huragan, który może zdmuchnąć cały konkurs raz na zawsze… Powracając przy tym do występu Izraela na Eurowizji, EBU powinno być konsekwentne w egzekwowaniu swojego regulaminu i potraktować Izrael tak jak Rosję w 2022. Izrael nie może mieć prawa wysyłać swojej reprezentantki na największe wydarzenie kulturalne świata w momencie, gdy jego wojsko przeprowadza największe od października zeszłego roku na świecie bombardowanie na ludności cywilnej w Rafah.

Olek Knobel