Amerykańska college culture przyciąga corocznie tysiące młodych ludzi, nie tylko z powodów akademickich, ale także społecznych. Istotną jej częścią są zamknięte, studenckie organizacje, które oferują zakwaterowanie na terenie kampusu. W oczywistych względów nam, jako Europejczykom, wydaje się to obce i odległe, a wielu stwierdziłoby, że przesiąka absurdem i pretensjonalnością. Za kurtyną luksusowych domów, kolorowych plakatów i minisukienek, kryje się szereg paskudnych historii i skandali, które opuściły kręgi studenckie, wywołując szum w social mediach. Coraz częściej zaczyna nasuwać się pytanie, czy siostrzeństwa studenckie powinny zostać zlikwidowane?

Zaczynając od początku, czym są i co mają na celu takie ugrupowania? Sororities, czyli kobiece organizacje studenckie, mają na celu zrzeszanie studentek i rekrutację zaczynają na początku każdego nowego roku akademickiego. Greek life, bo tak nazywa się członkostwo w sorority, niesie za sobą korzyści akademickie i rozwijanie umiejętności społecznych. Studentki biorą udział w wydarzeniach sportowych, społecznych, wolontariatach lub zwykłych studenckich imprezach. Absolutnym pionierem i książkowym przykładem uniwersytetu kultywującego silny, zróżnicowany Greek life jest Alabama University. Uczelnia ta jest aktualnie siedzibą 24 siostrzeństw, w których zrzeszonych jest około 2000 młodych kobiet. Oglądając w social mediach domy tych organizacji nasuwa się tylko jedna konkluzja: południe nie cierpi skromności. Budynki są ogromne i kojarzą się z mieszkaniami bogatych rodzin z kalifornijskiego przedmieścia, a nie typowymi domami studenckimi.

Kiedy braterstwo spotyka się z kultem

Uniwersytet Alabamy gra pierwsze skrzypce, jeśli chodzi o rekrutację i rozmach, z jakimi prowadzone są aktywności sororities.

– Są trendsetterami. Są jak bestia, ponieważ Greek life w Alabamie jest wszystkim – mówi trenerka personalna Sloan Anderson w dokumencie „Bama Rush” dla HBO.

W niektórych z siostrzeństw obowiązują ścisłe, można śmiało powiedzieć, że ograniczające, zasady, dotyczące tego, jak członkini powinna wyglądać oraz w jaki sposób prezentować się na uczelni. Zdarza się, że jest tam zaznaczone, że dziewczyna nie może wyjść do pokoju wspólnego bez odpowiedniego ubrania, zrobionego makijażu i ułożonych włosów. W 2015 roku wyciekła lista zasad dla bractwa Alpha Chi Omega na Uniwersytecie Południowej Kalifornii i opublikowana w artykule dla „Jezebel”. W liście szczegółowo opisane jest krok po kroku, jak powinien wyglądać strój, makijaż i paznokcie członkini: „Jeśli nie masz zrobionego odpowiedniego makijażu, zatrzymam cię i sama cię pomaluję. Nie obchodzi mnie, że jesteś spóźniona na lekcje. Nie obchodzi mnie, czy jesteś na drugim lub ostatnim roku. Zatrzymam cię”. Pojawiły się także wzmianki o zachęcaniu do noszenia wyszczuplającej bielizny, nawet jeżeli dziewczyna jest bardzo szczupła.

Kolejnym aspektem jest kontrola treści, zamieszczanych w social mediach. Popularyzacja ruchu #BamaRush przyczyniła się do zabierania głosu przez dziesiątki dziewczyn, opowiadających historie zasad, które były zobowiązane przestrzegać w swoich siostrzeństwach oraz przedstawiających powody, dlaczego zostały z nich wyrzucone. Becca Moore, tiktokerka, będąca niegdyś w sorority, opublikowała filmik, w którym wymieniła absurdalne reguły w nim obowiązujące:

– Nie mogłyśmy wstawiać zdjęć, na których pijemy alkohol. Kiedy wstawiono zdjęcie ze ślubu mojej kuzynki, dziewczyny zapukały do moich drzwi i kazały mi natychmiast usunąć to zdjęcie.

Wspominała ona też o braku zaufania do towarzyszek, nigdy bowiem nie wiedziała, do kogo się zwrócić, aby jej sekrety nie zostały przekazane dalej. Fakt powinności tłumaczenia się ze swoich prywatnych spraw dziewczynom w podobnym wieku brzmi jak nonsens, ale czego nie robi się dla akceptacji grupy?

Wielki plac zabaw, czyli dlaczego dorośli ludzie się w to pakują

Naturalna ludzka potrzeba przynależności i akceptacji daje nam poczucie bezpieczeństwa, szczególnie w sytuacji, gdy stajemy się częścią grupy, z którą dzielimy zainteresowania lub podobne wartości. Nic dziwnego, że dziewczyny zaczynające studia szukają przestrzeni, która dałaby im ten komfort. Poszukują one stabilności w relacjach, liczą na nawiązanie bliskich więzi z nowymi „siostrami”. Litery ugrupowania stają się ich szyldem, od momentu wstąpienia do siostrzeństwa mogą je dumnie reprezentować – oczywiście, jeżeli trafią do ugrupowania, którego najbardziej chciały się dostać, tudzież do tego na samej górze drabiny społecznej. Stara jak świat hierarchia obowiązuje także w systemie sororities. Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi, postawione wyżej siostrzeństwa posiadają więcej przywilejów niż te z „dolnej półki”. Nikt nie chce czuć się wyobcowanym w wielkim i przerażającym świecie, a przecież dzięki takiej grupie posiadasz „siostry”. Chociaż jak to bywa z rodzeństwem, czy nie jest to czasem twój pierwszy wróg?

Rasizm, klasizm i napaści seksualne, oto prawdziwe oblicze kampusów

Dzięki social mediom zaczęło pojawiać się coraz więcej historii od ofiar rasowej dyskryminacji i napaści seksualnych.

Do 2003 roku na Uniwersytecie Alabamy żadna czarnoskóra kobieta nie dostała „bidu”, czyli karty zapraszającej do ugrupowania. W 2013 w artykule opublikowanym na łamach gazety studenckiej Uniwersytetu Alabamy – „Crimson White”, zostało podane, że siostrzeństwa wciąż odmawiają uczestnictwa w nich czarnoskórym studentkom. W przeciągu ostatnich lat wyciekło wiele filmików i screenów rozmów członkiń wygłaszających rasistowskie wypowiedzi i przyznających się do wykluczania z członkostwa kobiet rasy innej niż biała. Dyskryminacja rasowa jest aktualnym problemem uniwersytetów, „Business Insider” podał, że w 2019 roku 90% członkiń bractw była biała. Jedna z czarnoskórych studentek powiedziała:

– Rada może sobie pozwolić na brak różnorodności, ponieważ nikt nie zmusza jej do skorygowania swojego postępowania.

Kobiety będące członkiniami sorority są w 74% bardziej narażone na napaść seksualną niż kobiety spoza siostrzeństw. Imprezy bractw odbywają się zazwyczaj w domach bractw studenckich, będących odpowiednikami siostrzeństw. Jest to przestrzeń pełna tłumów, głośnej muzyki, ale też częstego stosowania używek. Toksyczna męskość i kultura gwałtu ma się dobrze w społecznościach uniwersyteckich, a przypadki, że gwałciciele, pomimo przyznania się do popełnionego czynu, wciąż uczęszczają do „fratu” niestety powszechne.

Zofia Wielebska