Poznań, w opinii ulicznej, ale przede wszystkim w wirtualnym ujęciu, to obecnie miasto remontów. Prawdopodobnie jest to najczęściej powielany żart, jaki usłyszy osoba odwiedzająca miasto, i najpopularniejsza kwestia poruszana przez oprowadzających po mieście. Trzeba przyznać, że Poznań przesiąkł tym skojarzeniem do tego stopnia, że remonty stały się swego rodzaju „atrakcją turystyczną”.

Poznań jeszcze bardziej warty poznania 

Poznań, jako stolica Wielkopolski, naturalnie jest popularnym miejscem spotkań – ludzie chcą go odwiedzać, kiedy potrzebują doświadczyć chwili w dużym mieście. Obecnie zdecydowana większość takich odwiedzin, mimowolnie wiąże się z prześmiewczą aurą wytworzoną wokół naszej stolicy. Memy porównujące miasto do labiryntu czy satyryczne projekty pokazujące, „jak bardzo nie można się tu spotkać, ani odnaleźć” obiegają internet i tworzą nową społeczną kulturę memu, do której należymy my, wszyscy świadomi sytuacji w Poznaniu. Widok ludzi zagubionych na ulicach centrum stał się, najprościej ujmując – poznański. Ludzie nawzajem informują się o tym, że remonty wydają się wieczne i że codziennie zmienia się układ tych samych ulic. Do niedawna idealnym przykładem miejsca, które cyklicznie wymaga obrania innej strategii przejścia, był Święty Marcin, teraz przodują okolice Placu Wolności.

Plac Wolności jako świąteczna wyspa

W tak zarysowanym „poznańskim” kontekście odwiedzamy jarmark bożonarodzeniowy – ten najbardziej rozpoznawalny, na Placu Wolności. Można go podzielić na kilka części, z czego jedną z nich musi być obwód stworzony z barierek oddzielających świąteczne wydarzenie od codzienności wykopów. Najważniejszą częścią byłoby serce bożonarodzeniowych przygotowań, czyli liczne stoiska z rękodziełami i gospoda z grzanym winem. W tym roku trzecim elementem jest diabelski młyn znajdujący się na samym końcu placu, w drodze na Stary Rynek (największy symbol remontów). Zosia, moja koleżanka i rodowita poznanianka, tak skomentowała położenie koła: 

– Można z niego zobaczyć i stworzyć mapę remontów Poznania.

Rzeczywiście widok wydaje się remontowo zróżnicowany, ale jednocześnie, rozmawiając o nim, zostajemy w przestrzeni specyfiki poznańskości.

Częścią, która zasługuje na wyróżnienie, jest górna strefa, do której dojście po schodach gwarantuje ogląd całego jarmarku. To tam spotkamy najwięcej osób fotografujących wydarzenie. Ale jak skomentować widoczną stamtąd panoramę?

Spytałam Zosię, czy obecność wykopów nie przeszkadza jej w estetycznym odbiorze jarmarku i tak, jak się spodziewałam, użyła słowa „przyzwyczajenie”. Remont nie zaburza już więc obrazu, nie szokuje, a może nawet polepsza wrażenia. Spójrzmy na to, jak na pewną dyspozycję, która stawia nas w położeniu osoby potrafiącej mimowolnie kasować sprzed oczu obrazy, na które przyjezdni nierzadko narzekają.

Postanowiłam bezpośrednio zapytać kilkoro studentów mieszkających w Poznaniu, czy nie przeszkadza im remont torowiska tuż przy świątecznej atmosferze jednego z popularniejszych jarmarków w Polsce – spotkałam się z delikatnym zdziwieniem, które sugeruje, że zwykle nie zwracają na to uwagi. Bardziej zaskakującą panoramą byłaby ta wolna od barierek i koparek. Zauważam tę tendencję na Twitterze, gdzie bezpośrednio przeplatają się wpisy o urodzie jarmarku, z tymi o nieco mniejszej urodzie tła rzutującego na jego odbiór. Te pierwsze faktycznie często pochodzą od stałych bywalców miasta.  

Jak dostać się na jarmark, „nie brudząc sobie butów”?

Jako że Poznań tak często rozpatrujemy w kategorii labiryntu, pytania o właściwy jego „korytarz” wpisują się już w nasz lokalny język uliczny. Zapytałam o jarmark studenta z centrum – Konrada, dla którego ważną kwestią okazało się błoto wykopów.

– Buty jak zwykle mam brudne i średnio mi się to podoba.

Czy istnieje droga dojścia na jarmark stworzona z „pełnoprawnych” chodników, bez piasku, który widocznie naznacza nasze buty remontami, ale też z pewną dozą swobody spacerowania? Moją propozycją byłoby przejście od Placu Ratajskiego – tak, żeby znaleźć się po lewej stronie Placu Wolności (patrząc od Fredry 10) i zmienić swoje wrażenia estetyczne na nieco mniej poznańskie w kontekście wykopów. Taka droga wydaje się też bardziej otwarta przestrzennie, dająca mniejsze poczucie ograniczenia barierkami. Jeśli chodzi o samą czystość butów, warto zaznaczyć, że jeszcze niedawno sprawa była – bardzo dosłownie – brudna, a wraz z rozwojem jarmarku, sytuacja polepszała się. Powiedziałabym, że w pewnym sensie właśnie za tę specyficzną zmienność cenimy, ale też krytykujemy Poznań.

Jarmark na Międzynarodowych Targach Poznańskich

Jeśli jednak chcemy doświadczyć bezremontowego Poznania w świątecznym kontekście, możemy wybrać się na Międzynarodowe Targi Poznańskie. Usytuowanie znajdującego się tam jarmarku jest bardziej wielkomiejskie i niewątpliwie mniej remontowe. Jarmark jest niezwykle oblegany, czasem może postrzegany jako ulepszona wersja tradycyjnego wydarzenia na Placu Wolności. Na pewno oferuje on więcej miejsca i oddala nas od świadomości remontów.

Ale szczerze mówiąc, gdybym nie mieszkała w Poznaniu, odwiedziłabym remontowy jarmark dla pełnego doświadczenia poznańskości.

Justyna Wieczorek