Eurowizyjne serce zabiło w listopadzie, a to za pośrednictwem koncertu zespołu Joker Out, który reprezentował Słowenię na tegorocznym 67. Finale Konkursu Piosenki Eurowizji. Artyści zagrali w poznańskim Klubie Muzycznym B17, kończąc swoją trasę po Polsce. 

Wcześniej pojawili się dwa razy w Warszawie i raz we Wrocławiu. Każdy z wieczorów był pełen emocji, a kluby wypełnione prawie po brzegi. Zarówno zespół i fani, którzy mimo bariery językowej – tekst prawie każdej piosenki Joker Out jest napisany po słoweńsku – śpiewali i bawili się do każdego utworu. Jest to tylko dowód na to, co zawsze stara się przekazać Eurowizja: muzyka jest językiem, który nas wszystkich łączy. 

Kim są Joker Out?

To słoweński zespół muzyczny, w którego skład wchodzą kolejno: Bojan Cvjetićanin jako wokal przewodni, perkusista Jure Maček oraz trzech gitarzystów, którzy również pełnią rolę wokali wspomagających: Kris Guštin, Jan Peteh i basista Nace Jordan. Swoją działalność muzyczną rozpoczęli w 2016 roku. Sławę przyniósł im występ na Eurowizji, jednak nie próżnują i poza singlem „Carpe Diem”, który zaprezentowali na eurowizyjnej scenie, mają jeszcze na swoim koncie inne wytwory. Między innymi dwa albumy – „Umazane misli” oraz „Demoni”, czyli tytułowe single. Oprócz tego warto przywołać jeszcze inne tytuły, takie jak „Omamljeno telo” czy „Katrina”.

Promowanie języka narodowego

Na Eurowizji bardzo doceniam, kiedy piosenka jest śpiewana w języku narodowym danego kraju. Chwytliwy kawałek i dobry staging to jak dla mnie klucz do sukcesu w konkursie. Joker Out wyszli z półfinału, a w samym finale po zsumowaniu głosów widzów i jurorów zajęli 21. miejsce w ostatecznej punktacji. Spodziewałam się wyższego wyniku, ale mimo tego chłopaki zaskarbili sobie serca publiczności, dlatego teraz wyjechali w trasę po europejskich krajach. 

– Chcemy przetłumaczyć język słoweński na uniwersalny język tańca i rozrywki, który zrozumieją wszystkie kraje świata – tłumaczył zespół podczas nagrań „Carpe Diem” na Eurowizję. Patrząc po upływie kilku miesięcy, zdecydowanie im się to udało.

Poznański koncert

Klub B17 jest specyficzny, ponieważ dzieli publiczność na dwie części, która ogląda artystów od boku i z przodu. Zauważają to wszyscy występujący tam muzycy, między innymi bracia Kacperczyk, na których koncercie miałam przyjemność być 11 listopada. Tak też było i tym razem, bo stwierdzenie, że to najdziwniejsza scena, na jakiej byli do tej pory, padło już na początku z ust Bojana. Zagrali utwory ze wszystkich fragmentów swojej twórczości. Sam koncert był niezwykle barwny, pełen tańca i uśmiechu. Nie zabrakło momentów wzruszających, na przykład w czasie śpiewania piosenki „Padam” czy podczas „Novi Val” kiedy fani wyciągnęli biało-czerwone serduszka z napisem „Dziękujemy”, żeby podziękować Joker Out za całą trasę po Polsce. Koncert rozpoczęli oraz zakończyli w ramach bisu nowym utworem „Sunny Side of London”, zmieniając tytułowe miasto na Poznań. W momencie prezentowania utworu „Umazane misli” rozpoczęło się prawdziwe karaoke. Bojan ze sceny podawał mikrofon osobom z pierwszych rzędów, żeby zaśpiewali refren piosenki. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona całym koncertem, a interakcje Joker Out z fanami są świetne i wciągające. Nie zabrakło szybszych i skoczniejszych numerów, jak „Plastika” czy „Katrina”, a na kultowym „Carpe Diem” cała sala przyklęknęła, żeby na start refrenu wspólnie wyskoczyć, tańczyć i śpiewać. 

Na sam koniec Joker Out potwierdzili, że mają zaplanowany powrót do Polski na kolejną trasę. Ja już wiem, że na pewno wybiorę się na ich następny koncert, jeśli tylko będę miała okazję. To samo polecam i Wam – fanom Eurowizji i nie tylko! Po prostu tym, którzy lubią muzykę na żywo, a na koncertach czują się jak w domu.

Marta Głogowska

fot. Marta Głogowska