Usain Bolt swoją dominacją na bieżni i niezwykłą charyzmą osiągnął status legendy, ikony, której sława wykracza daleko poza areny sportowe. Od kiedy ten najcenniejszy diament w koronie królowej sportu opuścił lekkoatletyczny stadion, trwały poszukiwania następcy, człowieka, który pociągnie za sobą tłumy... No i jest. Poznajcie Armanda „Mondo” Duplantisa – geniusza tyczki.

Skok o tyczce jest niewątpliwie jedną z najbardziej spektakularnych, a z całą pewnością najtrudniejszych, konkurencji lekkoatletycznych. Wymaga szybkości sprintera, siły miotacza i zwinności skoczka wzwyż. 23-letni Szwed robi to jednak z niewytłumaczalną wręcz łatwością i to za jego sprawą podczas tegorocznych Lekkoatletycznych mistrzostw świata w Budapeszcie oczy całego globu zwrócone były właśnie na skocznię.

Born to fly

Mimo że wciąż jest bardzo młody, to ma za sobą lata treningów. Pierwsze kroki w swojej sportowej karierze stawiał już jako trzylatek, skacząc na pufę przy użyciu miotły. Poważne skakanie rozpoczął w przydomowym ogrodzie, gdzie jego ojciec, Greg Duplantis (były tyczkarz), przygotował mu rozbieg i skocznię. 

Rekordy bił już od małego. Ustanowił najlepsze wyniki w historii w kategoriach od siedmiolatków (2,33 m) do dwunastolatków (3,97 m). W 2015 r. został mistrzem świata juniorów młodszych, a w 2018 mistrzem Europy, najmłodszym w historii jakiejkolwiek konkurencji technicznej. Ustanowił wtedy rekord świata juniorów – 6,05 m. Do elitarnego grona sześciometrowców dołączył więc, mając zaledwie 18 lat.

Tyczkarski GOAT

Choć nie imponował warunkami fizycznymi, coś wielkiego wisiało w powietrzu za każdym razem, kiedy stawał na rozbiegu. Sezon 2020 rozpoczął od próby pobicia absolutnego rekordu świata w Düsseldorfie. Ostatecznie ta sztuka udała mu się kilka dni później, 8 lutego w Toruniu, podczas Orlen Copernicus Cup. 20-letni wówczas Szwed jako jedyny tyczkarz w historii zobaczył świat z wysokości 6,17 m. Odebrał rekord swojemu idolowi Renaudowi Lavillenie’emu (6,16 m w hali), którego plakat wisiał kiedyś nad łóżkiem Mondo. W sezonie letnim poprawił też osiągnięcie legendarnego Siergieja Bubki z 1994 r. (6,14 m na stadionie). Ukraiński tyczkarz ustanowił rekordy świata aż 35 razy, za każdym razem podnosząc poprzeczkę o centymetr. Tą samą drogą zdaje się podążać Duplantis.  

W 2022 r. podczas Halowych Mistrzostw Świata w Belgradzie przekroczył niewyobrażalną wcześniej barierę 6,20 m, otwierając nową erę skoku o tyczce. Potencjał jest jednak znacznie większy. Przestrzeń między jego biodrami a poprzeczką w najwyższym zarejestrowanym punkcie pozwala marzyć nawet o skokach na wysokość 6,30 m.     

One-man show

Duplantis przyzwyczaił nas do tego, że rekordy świata bije niemalże na zawołanie i wszyscy chcieliśmy zobaczyć, czy podczas tegorocznych mistrzostw uda mu się po raz kolejny przesunąć granicę ludzkich możliwości.  

Cały konkurs skoku o tyczce stał na niezwykle wysokim poziomie. Wszyscy medaliści zaliczyli 5,95 m w pierwszej próbie. Duplantis udowodnił jednak, że jest poza zasięgiem rywali. Był bezbłędny do wysokości 6,10 m, która dała mu spodziewane złoto. Obronił tym samym tytuł wywalczony przed rokiem. Zgodnie z przewidywaniami, po zapewnieniu sobie mistrzostwa, zaatakował (swój własny) rekord świata. Poprzeczka znalazła się więc na wysokości 6,23 m. 

Kiedy Szwed pojawił się na rozbiegu, nie było na stadionie osoby, która oglądałaby to widowisko na siedząco. Pierwsze podejście było nieudane, drugie podobnie. Za trzecim razem Mondo był blisko, bardzo blisko, ale i tym razem strącił…

Sky is the limit

Do niedawna zastanawialiśmy się, ile setnych jest w stanie urwać Bolt, dziś zastanawiamy się, jak wysoko może skoczyć Armand Duplantis. To na pewno nie była ostatnia próba pokonania tej wysokości, ba, w kolejnych sezonach poprzeczka powędruje jeszcze wyżej. Wymaganie od Mondo, aby każdy start na wielkiej imprezie kończył pobiciem rekordu świata, jest szaleństwem, jednakże to on rozbudził wyobraźnię fanów, doprowadzając ich do obłędu. Tym razem pozostawił nas z niedosytem, ale zapowiedział wysokie loty na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu, a już nieraz udowodnił, że nie jest gołosłowny.

Czy warto było przejechać tyle kilometrów, żeby na własne oczy zobaczyć nieudaną próbę pobicia rekordu świata? Bez dwóch zdań!

Aleksandra Łukawska